Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Jakimiż trzeba być niepoprawnym zerem, żeby grać w życiu tylko jedną rolę, znaczyć zawsze jedno i to samo.

— Iskra życia rozpaliła się i nie zgasła, lecz stała się niewidzialną istotą i dołączyła do pozostałych. Duch mężczyzny zachował po części jego wygląd i kształt, po czym przyłączył się do zjaw, które przybyły, by go zabrać ze sobą.
— Tak! — Westchnął przeciągle i szeroko rozłożył ramiona. Wziął głęboki wdech, jakby chciał ryknąć na całe gardło. Spojrzał w niebo ponad gigantycznymi drzewami.
Stałem jak wryty.
Las szeptał wokół nas. Czułem jego drżenie, czułem krzyk rodzący się w jego wnętrzu, krzyk, który w każdej chwili mógł wyrwać się z jego gardła. Lecz dźwięk ten został skutecznie opanowany, gdy Memnoch pochylił głowę.
Las znów się zmienił. To znów był nasz las. Były tam dęby czarne drzewa z naszych czasów, dzikie kwiaty, mech, który znałem, jak również ptaki i maleńkie gryzonie przemykające wśród cieni. Czekałem.
— W powietrzu było aż gęsto od duchów — powiedział — bo kiedy już raz je zobaczyliśmy, gdy tylko wychwyciliśmy ich słabe zarysy i usłyszeliśmy ich żałosne głosy, postrzegaliśmy je stale, bez przerwy, jak otaczający ziemię widmowy woal! Dusze zmarłych Lestacie! Duchy zmarłych ludzi.
— Dusze, Memnochu?
— Dusze.
— Dusze, które ewoluowały z materii?
— Tak. Na Jego podobieństwo. Dusze, esencje, niewidzialne obecności, dusze!
Znów czekałem w milczeniu. Zebrał się w sobie.
— Chodź ze mną — powiedział. Otarł twarz wierzchem dłoni. Kiedy sięgnął po moją, poczułem jego skrzydło, po raz pierwszy wyraźnie i zdecydowanie, gdy otarło się o moje ciało i przepełniło drżeniem, które mogło być, ale nie było wywołane strachem. — Dusze pochodziły z tych właśnie istot ludzkich — ciągnął. — Były całe, żyły i uniosły się nad materialnymi ciałami istot, z których plemienia pochodziły. Nie mogły nas zobaczyć; nie mogły ujrzeć nieba. Widziały tych, którzy je pogrzebali, tych, którzy kochali je za życia i byli ich potomkami, a także tych, którzy pomalowali ich ciała czerwoną ochrą, zanim złożyli je w grobach, wedle starannie przemyślanego rytuału, z twarzą skierowaną ku wschodowi i całym mnóstwem rzeczy, które należały do nich za życia!
— A ci ludzie, którzy w nie wierzyli — spytałem — ci, co oddawali cześć przodkom, czy oni wyczuwali ich obecności1 Czy cos podejrzewali? Czy domyślali się, że ich przodkowie wciąż tam są, tyle że w postaci duchowej?
— Tak — odparł.
Byłem zbyt zaabsorbowany, by powiedzieć coś więcej. Wydawało się, że moją świadomość zalał aromat lasu i jego mrocznych barw, nieskończenie bogate odcienie brązu, złota i czerwieni taczały nas ze wszystkich stron. Spojrzałem w niebo, rozjaśnione blaskiem, szare i posępne, lecz mimo wszystko majestatyczne.
Myśleć mogłem jednak wyłącznie o wirze i duszach, które nas w nim otaczały, jakby całe powietrze od ziemi po niebiosa było wypełnione ludzkimi duszami. Co więcej, tułającymi się duszami. Dokąd zmierzały pośród mroku? Czego poszukiwały? Kto to wie?
Czy Memnoch się śmiał? Ten dźwięk brzmiał cicho i smętnie, osobiście i był pełen bólu. Może Memnoch nucił też cicho pod nosem, jakby melodia była naturalnym wyrażeniem jego myśli. Wypływała z jego myśli jak aromat z kwiatu, pieśń, anielski hymn.
— Memnochu — odezwałem się. Wiedziałem, że cierpi, ale nie mogłem znieść tego dłużej. — Czy Bóg o tym wiedział? — spytałem. — Czy Bóg wiedział, że w tych mężczyznach i kobietach wytworzyła się esencja duchowa? Czy wiedział o ich duszach, Memnochu?
Nie odpowiedział.
Znów usłyszałem ten cichy dźwięk, jego pieśń. On także wpatrywał się w niebo i śpiewał nieco głośniej, smętny i pokorny kantyk, całkiem obcy w porównaniu z naszą miarową, uporządkowaną muzyką, lecz wyrazisty i przepełniony cierpieniem. Wpatrywał się w chmury przesuwające się nad nami; nigdy jeszcze nie widziałem równie białych i ciężkich obłoków.